"Jak przewodnik w podróży przez życie"


Firma ID Partners, którą właśnie założyły Dorothea von Eberhardt i księżna Irina zu Sayn-Wittgenstein-Berleburg, to synonim profesjonalnie zorganizowanych imprez, protokołu jak również ponadgranicznego zaangażowania w sprawy społeczne, kulturalne i gospodarcze. Sophie Hummelt, współpracująca z założycielkami firmy, stanowi pomost łączący je z młodym pokoleniem.

Pytanie do pani von Eberhardt: co decyduje o sukcesie imprezy?

DvE: Perfekcyjna organizacja od początku do końca. Impreza przekonuje przemyślanym doborem gości z rozmaitych środowisk i grup wiekowych. To stwarza napięcie. Cała sztuka polega na dyskretnym pokierowaniu wszystkim tak, by goście wdawali się ze sobą w rozmowy. Wyniosą dobre wrażenie z imprezy tylko wtedy, kiedy będą się dobrze bawili.

Organizacja eventów nie jest dla pań rzeczą nową. Jak Pani określiłaby swoje główne umiejętności?

DvE: Ważne jest, żeby dobrze zrozumieć, czego oczekuje zleceniodawca. Spodziewa się on, że w realizację jego wyobrażeń wniesiemy rozmaite propozycje, zaplecze doświadczeń oraz intensywną współpracę doradczą. Realizacji tej musi później towarzyszyć konsekwentna myśl przewodnia. Po to, by wszystko się udało, jest też potrzebny "plan B", zgodnie z zasadą rzymskiego poety Horacego (ur. 65 p.n.e.): "Kto przyjmuje gości, jest jak przywódca – jego talent widać dopiero, kiedy sprawy idą nie po myśli". Bo ciągle zdarzają się sytuacje, kiedy trzeba błyskawicznie coś zaimprowizować. Wtedy wieloletnie doświadczenie pomaga nam podejmować dyplomatyczne, ale wyraźne decyzje.

Skąd nazwa "ID Partners"?

DvE: Jest krótka, zwięzła, łączy inicjały naszych imion. Poza tym zachęca do skojarzeń z takimi słowami jak "Idee" (pomysł) albo "identity" (tożsamość), a one wiążą się z naszymi intencjami. Określenie "partners" wybrałyśmy świadomie dlatego, że firma ma charakter międzynarodowy. Obydwie z księżną zu Sayn-Wittgenstein długo kształciłyśmy się, mieszkały i pracowały za granicą. Dzięki temu zadzierzgnęłyśmy w tych krajach niezawodne relacje biznesowe i przyjaźnie. Na zlecenie naszych międzynarodowych klientów bez trudu nawiązujemy współpracę z uslugodawcami za granicą, nieraz daleko poza Berlinem i Niemcami, dzięki czemu oferujemy klientom większe możliwości.

Czy dlatego na Waszej stronie internetowej można znaleźć informacje aż w siedmiu językach?

DvE: Właśnie dlatego. Chcieliśmy zrobić ukłon zwłaszcza w stronę reflektantów rosyjskich i chińskich, w ich języku mówiąc im, co możemy zaoferować.

Księżno, przez dziesiątki lat angażowała się pani społecznie w pośrednictwo między Polską a Niemcami w wielu dziedzinach. Jaką rolę widzi pani dla siebie w ID Partners?

IzSW: Widzę ją w budowaniu mostów między różnymi ludźmi i nacjami. Umiem kojarzyć między sobą właściwe grupy ludzi według ich celów i potrzeb, a między innymi takie zadanie sobie stawiamy. Z początku była to przede wszystkim polsko-niemiecka wymiana kulturalna, polityczna i ekonomiczna. W tej chwili tworzymy najrozmaitsze kontakty z takimi obszarami gospodarczymi jak Stany Zjednoczone albo Bliski Wschód.

Czy ta zdolność wynika z pani biografii?

IzSW: Na pewno. Rodzice wychowywali mnie od dziecka na Europejkę. Wyrazem takich przekonań w życiu jest to, że nasza rodzina i krewni osiedli na całym kontynencie. Ja miałam ten przywilej, że początkiem lat osiemdziesiątych nawiązałam kontakty z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. W ówczesnej komunistycznej części Europy był to jedyny uniwersytet niezależny. Dzięki ludziom żyjącym w tamtym ustroju poznałam, co znaczy być wolnym, i czułam, że mam obowiązek się zaangażować. Aż w końcu stało się to moją profesją.

Czyli wciela pani praktycznie w życie zjednoczoną Europę...

IzSW: Z przekonania. Przede wszystkim my z Europy zachodniej mamy obowiązek i zadanie, by wciągać do współpracy ludzi z innych krajów i kultur, pośredniczyć między nimi. Prowadzenie wspólnych projektów to zwyczajnie przyjemność.

Mimo że dzisiaj takie określenia jak "protokół" i "etykieta" traktowane są często z uśmieszkiem jak jakiś przeżytek, panie się nimi otwarcie posługują.

DvE: Cóż, wiedza tym, co stosowne w każdej sytuacji, daje poczucie pewności w zachowaniu. Zwykły obywatel Niemiec dowiaduje się o "zasadach protokołu" co najwyżej w związku z wizytami na najwyższym szczeblu, z administracją publiczną i wielkimi wydarzeniami sportowymi.

IzSW: Kiedy rozejrzeć się po kontynencie, widać, o ile bardziej protokół stosuje się w codziennym życiu europejskich królestw, choćby nawet żaden monarcha nie sprawował już faktyczych rządów. Podstawowa znajomość etykiety i protokołu ułatwia współżycie. Jak przewodnik w podróży przez życie.

Z Dorotheą von Eberhardt, Iriną zu Sayn-Wittgenstein rozmawiał Paul Ulrich.